Warszawskie spacery

Kolumna Zygmunta – symbol Warszawy

Wiele miast na świecie ma w swoim krajobrazie charakterystyczne budynki, budowle, bądź pomniki, które na stałe wryły się w świadomość ludzi jako “identyfikatory” danych miejsc. Nowy Jork ma swoją Statuę Wolności, Paryż Wieżę Eiffla, Berlin Bramę Brandemburską, Rzym Bazylikę Świętego Piotra, Londyn Big Bena, Sydney operę, i mógłbym tak wymieniać jeszcze przez dobrych kilkadziesiąt linijek tekstu, dochodząc w końcu do Warszawy. I tutaj dochodzimy do pytania: co jest symbolem stolicy Polski? Od razu pierwszym i oczywistym skojarzeniem zazwyczaj jest Pałac Kultury i Nauki. Najwyższy budynek w Warszawie, cały czas dominujący swoją potężną 231 metrową sylwetką w panoramie Śródmieścia. Co prawda wokół cały czas powstają nowoczesne biurowce, ale żaden z nich póki co nie odważył się przerosnąć swojego starszego brata. PKiN ma tyluż zwolenników, co przeciwników. Jedni nienawidzą go za bycie pamiątką po słusznie minionej epoce Polski Ludowej i okresu stalinizmu, drudzy go kochają za charakterystyczną socrealistyczną architekturę. Jednym słowem sylwetka “daru Stalina” w odczuciu warszawiaków bywa dosyć kontrowersyjna. Dlatego czy coś co wzbudza mieszane uczucia może stać się wizytówką danej miejscowości? Pewnie tak, chociaż ja uważam, że za prawdziwą ikoną Warszawy należy uznać pewien pomnik z kilkuwiekową tradycją, zlokalizowany na Placu Zamkowym. W tym momencie przechodzimy do opowieści o Kolumnie Zygmunta III Wazy.

Monument został wzniesiony w 1644 roku z inicjatywy króla Władysława IV, syna Zygmunta. Był to pierwszy warszawski pomnik przedstawiający osobę świecką. W tamtych czasach na upamiętnienie w takiej postaci mogły liczyć tylko osoby święte, Matka Boska no i przede wszystkim Chrystus, dlatego przedstawiciele kościoła katolickiego bardzo chłodno przyjęli ten pomysł. Mimo początkowego sprzeciwu hierarchów kolumna została wybudowana i stoi od 376 lat po dziś dzień, na stałe wpisując się w krajobraz Starego Miasta i całej stolicy.

Pomnik składa się z trzech części, a jego wysokość całkowita to 22 metry. Cokół udekorowano czterema brązowymi tablicami, na których widnieją łacińskie inskrypcje przedstawiające cnoty, historię życia oraz tytuły monarchy. Nad tablicami umieszczono cztery spiżowe orły. Trzon kolumny o długości 8 metrów obecnie jest wykonany z granitu strzegomskiego. Oryginalnie do 1887 roku był to zlepieniec z Gór Świętokrzyskich o charakterystycznym “salcesonowym” wzorze, potem zastąpiony w trakcie remontu granitem włoskim, zniszczonym w 1944 roku przez Niemców w trakcie powstania warszawskiego. Oba historyczne bloki kamienne zostały ułożone na pamiątkę przy Zamku Królewskim. Figura odlana z brązu przedstawia króla ubranego w zbroję i płaszcz koronacyjny, z głową przyozdobioną koroną. Władca z dynastii Wazów w prawej ręce trzyma szablę, w lewej krzyż oparty o postument, a prawą nogę opiera na hełmie ze strusim piórem. Monument parokrotnie zmieniał swoje położenie na Placu Zamkowym, jednak były to niewielkie przesunięcia o kilka, bądź kilkanaście metrów.

Jedna z brązowych tablic umieszczonych na cokole (strona północna)

Król Zygmunt już niemal 400 lat jest niemym obserwatorem Warszawskiego życia. Jego dostojna sylwetka ustawiona na podwyższeniu góruje nad okolicą, skąd ma doskonały widok na początek Krakowskiego Przedmieścia. Niczym średniowieczny asceta Szymon Słupnik, stoi niezmiennie i wytrwale na małej platformie w milczeniu przyglądając się wydarzeniom toczącym się wokół niego. Nie wygłasza kazań, ani nie modli się tak jak Symeon, jedynie patrzy monarszym, nieco wyniosłym spojrzeniem, a jego oczy w ciągu tych wszystkich lat widziały wiele.

Widziały: spotkania warszawiaków i ich rodzinne spacery; niezliczoną ilość zawartych znajomości; narodzin nowych miłości; rozstań; kawalerów nerwowo wyczekujących z kwiatami w rękach; zakochane pary; grajków ulicznych zawodzących ckliwe melodie; indian grających na fletniach pana melodię El condor pasa; wycelowane obiektywy aparatów japońskich turystów; bezdomnych proszących o dofinansowanie do piwka; ludzi idących do pracy i z niej wracających; sprzedawców balonów; podchmielonych maturzystów idących chwiejnym krokiem; kibiców Legii świętujących mistrzostwo Polski, taksówkarzy liczących za kurs zbójeckie ceny, pielgrzymów wyruszających do Częstochowy spod świętej Anny, zagraniczne wycieczki, niezliczone manifestacje.

Oprócz tych wszystkich scen z życia codziennego Król Zygmunt był również naocznym świadkiem wielu historycznych wydarzeń, często tragicznych, czasem pięknych i chwalebnych. Widział: wkroczenie do Warszawy wojsk szwedzkich w trakcie potopu plądrujących Zamek Królewski z kosztowności rodowych Wazów; znamienitych gości Stanisława Augusta Poniatowskiego zmierzających do zamku na obiady czwartkowe; uroczystą procesję wychodzącą z zamku do katedry świętego Jana, po uchwaleniu Konstytucji 3 maja, kiedy tłum niósł na rękach marszałka Sejmu Stanisława Małachowskiego, dzierżącego w dłoni dokument ustawy zasadniczej; Jana Kilińskiego stojącego na czele ludu podczas Insurekcji Kościuszkowskiej; dym z pożarów w trakcie Nocy Listopadowej; budowę mostu Kierbedzia; rozbrajanie Niemców w 1918 roku na ulicach Warszawy i odzyskanie niepodległości; żołnierzy wyruszających na front pod Radzymin w trakcie Bitwy Warszawskiej z Bolszewikami; płonący Zamek Królewski we wrześniu 1939 roku; walki powstania w 1944 roku i upadek miasta; budowę trasy W-Z i podnoszenie się z powojennych gruzów; odbudowę zamku, swojej dawnej siedziby; tłum manifestantów przypartych przez milicyjną polewaczkę do elewacji Zamku Królewskiego podczas stanu wojennego; przemówienie Billa Clintona na Placu Zamkowym.

Król Zygmunt cały czas stoi na swoim cokole jakby niewzruszony, pomimo, że wokół niego na przestrzeni lat działo się wiele. Tak jak Warszawa przeżył swój upadek w trakcie powstania w 1944 roku, kiedy wystrzelony pocisk z działa czołgowego przełamał konstrukcję monumentu, a posąg legł na ziemi. Na szczęście rzeźba nie ucierpiała w znaczący sposób. Po remoncie figura władcy stanęła na nowej kolumnie w 1949 roku, stając się w ten sposób wymownym symbolem Warszawy, miasta dumnego, dostojnego, którego nie jest w stanie złamać żadna katastrofa. Podobno wśród warszawiaków istnieje przesąd, jakoby opuszczona szabla króla zwiastowała nadejście złych czasów, natomiast uniesiona zapowiada szczęśliwy okres w dziejach. Dlatego teraz w dobie panującej pandemii koronawirusa będę bacznie obserwował zachowanie monarchy z dynastii Wazów. Oby karabela królewska była cały czas zwrócona ku niebu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *