Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień trzeci

Trasa: Larrasoana – Cizur Menor, Dystans: 23,4 km

Trasa – dzień trzeci (bez początkowego odcinka o długości 2,7 km)

Piątek trzynastego zacząłem kolejny raz podczas tej wyprawy od wczesnej pobudki. Na telefonie widniała 5:30, kiedy wokół mnie pierwsi pielgrzymi podnosili się z łóżek. Na całej sali rozległ się szmer towarzyszący zakładaniu ubrań i pakowaniu plecaków. Każdy stara się robić to możliwie jak najciszej, jednak zazwyczaj ma to odwrony skutek. Najgorszy jest przy tym szelest plastikowych toreb, nie wspominając już o skrzypiących łóżkach albo chrapiących sąsiadach, ale takie są uroki Camino, trzeba doświadczyć niedogodności, żeby docenić tę podróż. Tak jak reszta ubrałem się po ciemku, zwinąłem swoje rzeczy i byłem gotowy do ruszenia na szlak. Jescze tylko napełniłem butelki wodą ze źródełka pod schroniskiem i mogłem zaczynać trzeci dzień swojej wędrówki.

Dzisiaj nie byłem sam. Tuż po wyjściu z albergue dołączyła do mnie Laura, którą poznałem wczoraj podczas oczekiwania na zameldowanie w hostelu. Jak się okazało dostaliśmy te same łóżko… oczywiście piętrowe. Przez pierwsze 2 godziny maszerowaliśmy po ciemku. Tym razem na niebie widniał księżyc w pełni, jednak mimo wszystko potrzebowaliśmy latarek, aby oświetlać sobie drogę. Kierowaliśmy się do Pampeluny, poprzez malownicze wioski z kamiennymi domami. Wschodzące słońce pięknie odbijało się na białych elewacjach budynków. Do stolicy Nawarry mieliśmy jakieś 15 kilometrów. Czas upłynął nam na rozmowie i wymianie informacji na temat naszych krajów. Do tej pory jeszcze chyba nie miałem możliwości pogadać kimś z Nowej Zelandii, dla mnie to całkiem spora egzotyka.

Do Pampeluny dotarliśmy około 9 rano. Miasto niespiesznie budziło się do życia, na ulicach widać było dzieci i młodzież w mundurkach zmierzające do szkół, ludzie powoli zaczynali otwierać okiennice i rolety w oknach. Od razu rzucało się w oczy to, że życie ma tu zupełnie inne tempo niż te w Warszawie. Do tej pory Pampeluna kojarzyła mi się ze słynną uliczną gonitwą byków, no i z klubem piłkarskim Osasuna gdzie z powodzeniem występowali niegdyś Jan Urban, Roman Kosecki, czy Mirosław Trzeciak. Po dzisiejszej wizycie chyba tak zostanie. Samo miasto jest ładne, ma kilka ciekawych zabytków, jak katedra, ratusz, czy zabytkowe mury obronne, ale nie wyróżniają się one nczym szczególnym. Moja współtowarzyszka musiała kupić sobie kartę sim do telefonu, ja chciałem obejść starówkę żeby porobić trochę zdjęć, dlatego zdecydowaliśmy o rozstaniu. W razie czego zostawiliśmy namiary do siebie i rozeszliśmy się w swoje strony.

Po krótkim spacerze po zabytkowej części miejscowowści zdecydowałem o dalszej wędrówce. Około godziny 11:30 udało mi się dotrzeć do miasteczka Cizur Menor gdzie zlokalizowane są 2 schroniska. Jedno z nich prywatne, a drugie prowadzone przez Zakon Kawalerów Maltańskich. Ja wybrałem te drugie ze względu na niższą cenę i sam klimat. Dom pielgrzyma funkcjonował na tym miejscu od XIII wieku, a na dziedzińcu po dziś dzień stoi romański kościół świętego Jana. Przed 12 dołączyła do mnie Laura. Dzisiaj też dostaliśmy to samo łóżko… oczywiście piętrowe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *