Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień szósty

Trasa: Los Arcos – Logorno, Dystans: 28,3 km

Trasa: dzień szósty

Dzisiejszy dzień okazał się być chyba najmniej ciekawy jak do tej pory jeśli chodzi o walory krajobrazowe. Wczoraj około godziny 20 zaczął padać ulewny deszcz i ten stan utrzymał się przez całą noc. Dźwięk kropel wody uderzających o dachy okolicznych domostw wypełniał całą salę sypialną. Nie spałem zbyt dobrze, zwłaszcza, że ostatnio na niebie jest pełnia, co pewnie ma wpływ na jakość snu. Na szczęście przed godziną 6 opady ustały, więc można było zaczynać kolejny dzień wędrówki. Jak zwykle o tej porze Sergio był już gotowy do wymarszu. Kiedy rozstawaliśmy się poprzedniego dnia na szlaku, miał zatrzymać się na nocleg w Estelli. Jakież było moje zdziwienie, gdy natknąłem się na niego w lokalnej piekarni, kupując sobie bagietkę na kolację. Okazało się, że zmienił plany, a do tego spotkał Mateusza i Jakuba poznanych przeze mnie na szlaku przy kraniku z winem, którzy opowiedzieli mu o mnie. Wszyscy trafiliśmy do tego samego albergue.

Wyruszyłem na szlak niedługo za Sergio, około godziny 6 i po kilkunastu minutach udało mi się go dogonić. Prze dłuższy czas szliśmy razem. Na dzisiejszym odcinku było dosyć sporo ludzi. Większość z nich udawało mi się wyprzedzić. Okoliczny krajobraz stawał się mniej górzysty, ale nie obyło się bez kilku dosyć stromych podejść i zejść. Na ścieżce po nocnych opadach utworzyły się kałuże, które miejscami zamieniały się w grząskie błoto. W powietrzu unosiła się wilgoć, a okoliczną roślinność pokrywały kropelki rosy. Na szczęście przed południem temperatury nie są wysokie, dlatego nie wystąpiło zjawisko kondensacji, więc ubranie przeciwdeszczowe zostało nieużywane w plecaku. Do miejscowości Viana szedłem razem z moim włoskim towarzyszem, potem narzuciłem szybsze tempo odłączając się od niego. W centrum miasteczka na jednym z głównych placów, minąłem arenę do korridy. Widać, że zamieszkane jest przez Basków, gdyż na jednym z murów widniał napis “Puta Espania”. To pieresze słowo nie nadaje się za bardzo do tłumaczenia, ale jej polski odpowiednik to powszechnie znany wyraz na literę “k”. Ogólnie po drodze od pierwszego dnia mojej wyprawy widziałem przejawy baskijskiego nacjonalizmu, często były to przekreślone hiszpańskie flagi na ścianach budynków oraz patriotyczne murale.

Po opuszeniu Viany został mi 10 kilometrowy odcinek do Logrono. Między tymi miastami przebiega granica między dwoma regionami: Nawarrą i La Rijoją. Wyraźnie zmienia się też krajobraz, a to za sprawą przepływajacej Ebro i jej doliny. Pagórki zaczynają się wypłaszczać w stronę rzeki, a stoki porośnięte są uprawami winorośli. Samo Logrono jest stolicą autonomicznego regionu La Roja. Zamieszkuje je prawie 150 tysięcy mieszkańców. Na miejscu udałem się do schroniska działającego przy kościele śwìętego Jakuba. Byłem jednym z pierwszych pielgrzymów. Po zakwaterowniu przyszedł czas na prysznic i pranie. Nocleg z kolacją i śniadaniem jest tu za tak zwane donativo, czyli “co łaskę”. Po południu miałem czas na spacer po zabytkowej części miasta.

komentarze 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *