Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień pierwszy

Trasa: Saint Jean Pied de Port – Roncesvalles, Dystans: 24,70 km

Trasa – dzień pierwszy

Dzisiejszą relację z pierwszego dnia mojej wędrówki do Santiago de Compostela zacznę od opisu dnia wczorajszego. Zanim dotarłem do poczatkowego punktu szlaku świętego Jakuba, ruszyłem autobusem do Bayonne, by tam przesiąść się w pociąg. Między połączeniami miałem około 4 godziny przerwy, więc miałem wystarczająco dużo czasu na zwiedzenie tego małego, aczkolwiek urokliwego miasteczka. Najbardarziej przypadła mi do gustu gotycka katedra oraz stara zabudowa z malowniczymi kamieniczkami położonymi tuż nad rzeką Adour. Prawdę mówiąc małomiasteczkowy urok tego miejsca zrobił na mnie większe wrażene niż metropolitalne Bordeaux.

Pociąg wyruszał o 14:52, na dworzec podążyłem na ponad godzinę przed odjazdem i już wtedy dało się zauważyć, że w poczekalni jest dużo ludzi zmierzających w ten samo miejsce co ja, charakteryzowały ich plecaki turystyczne, a do nich przyczepione muszle, symbol szlaku świętego Jakuba. Po wejściu do pojazdu okazało się, że panuję duży tłok, ale ostatecznie udało mi się znaleźć miejsce na składanym siedzeniu w przejściu. Podróż trwała około godziny. W Saint Jean tłum wypadł na peron niewielkiej stacyjki i natychmiast ruszył w stonę biura pielgrzyma, gdzie wydaje się Credencial del Peregrino, czyli paszport pielgrzyma. Momentalnie utworzyła się długa kolejka, a ja byłem na jej końcu. Wiedząc, że w miasteczku działa jeszcze informacja turystyczna, poszedłem tam by uzyskać swój dokument. Wszystko odbyło się bez zbędnego czekania i zaraz potem zacząłem szukać noclegu. Nie była to prosta sprawa. Obszedłem całą miejscowość wzdłuż i wszerz, niestety bezowocnie. We wszystkich schroniskach wywieszono karteczki z informacją o zajętych łóżkach. Nieco zrezygnowany udałem się po pomoc domu pielgrzyma. Tam uzyskałem informację od sympatycznej pani Alexandy, że dzisiaj zarejestrowało się ponad 400 osób, dlatego udostępnią sale gimnastyczną wszystkim tym, którzy zostali bez łóżka. Prosiła, żebym przyszedł około 21. Gdy wróciłem okazało się, że takich ludzi jak ja zebrało się kilkadziesiąt i cała procesja ruszyła w kierunku hali sportów walki. Może nie był to luksus, ale chociaż podłoga wyściełana była miękką matą do zapasów. Nazajutrz czekała mnie mnie wczesna pobudką, aby wyruszyć przed innymi i zapewnić sobie miejsce do spania w schronisku w Roncesvalles.

Pobudkę ustaliłem na godzinę 5, na długo przed wschodem słońca. Po szybkim spakowaniu wyruszyłem na szlak w okolicach godziny 5:30. W Hiszpani jasno zaczyna robić się znacznie później, toteż założyłem latarkę czołówkę i pierwsze kilometry przeszedłem w całkowitych ciemnościach. Nie powiem, było to dosyć ciekawe przeżycie. Od czasu do czasu widziałęm wpatrzone we mnie świecące kocie oczy, co podnosiło ciśnienie i wywoływało ciarki na plecach. Klimat trochę jak w filmach grozy.

Na szlaku byłem jednym z pierwszych. Po drodze wyprzedziłem kilka osób i w kompletnej ciszy i samotności mogłem kontemplować wspaniały wschód słońca nad Pirenejami.

Od razu oczami wyobraźni przed sobą dostrzegłem postać odzianą w długą pelerynę i kapelusz. Kiedy się z nią zrównałem okazało się, że to mężczyzna. W ręku trzymał kij, którym pomagał sobie w podchodzeniu pod górę. Coś miarowo szeptał pod nosem i w tym momencie zauważyłem różaniec w jego dłoni. Co jakiś czas palcami przesuwał po paciorkach, a krzyż zwisał bezwładnie, dyndając w rytm kroków pielgrzyma. Jego tętno wzrosło, pod wpływem stromego podejścia, mimo wszystko nie przerywał modlitwy. Kolejne „Wierzę w Boga, „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” wydobywało się z jego ust. Był w jakimś transie. Dzisiaj nazwano by to „hajem biegacza” wywołanym wzomożonym jednostajnym wysiłkiem, ale to chyba coś więcej, innego rodzaju uniesienie. Nie wiem z jakiego powodu szedł, być może pokutował za grzechy, albo w podzięce za otrzymane łaski. W pewnym momencie wyprzedzilem go, nie zwrócił na mnie uwagi. Nic dziwnego, dzieliło nas kilkaset lat i kilka epok. On był ze średniowiecza, a ja teraz podążałem jego śladem.

Około południa dotarłem do opactwa w Roncesallves, jako pierwszy pielgrzym tego dnia. Potem z biegiem czasu dochodzili kolejni ludzie, aż około godziny 15 zapełniły się wszystkie sale z łóżkami. Jeszcze tylko kolacja o 19, potem sen i kolejny dzień pielgrzymowania.

komentarze 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *