Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień dziewiętnasty

Trasa: Molinaseca – Villafranca del Bierza, Dystanst: 29,4 km

Trasa – dzień dziewiętnasty

Dzisiaj wkroczyłem do prowincji El Bierzo, której stolicą jest Ponferrada, nieduże miasto z liczbą mieszkańców nieco powyżej 60 tysięcy, otoczone ze wszystkich stron wzgórzami. Do tej pory miejscowość kojarzyła mi się z mistrzostwami świata w kolarstwie szosowym w 2014 roku, podczas których reprezentant Polski Michał Kwiatkowski wygrał wyścig ze startu wspólnego. Pamiętam, że oglądałem te zawody na żywo w telewizji, z niesamowicie emocjonującą końcówką. Wtedy nie przypuszałem, że będę wędrował tymi okolicami, wdrapując się na okoliczne wzniesienia. Kto wie może część trasy tamtych zmagań pokrywała się z moim szlakiem. Wtedy na ostanich kilku kilometrach nasz zawodnik oderwał się na podjeździe pod El Mirador. Wczoraj również byłem świadkiem zmagań rowerzystów, tylko o innym charakterze. Byli to cykliści-pielgrzymi zmierzający na jednośladach do Santiago. Szlak pieszy często przecinał drogę asfaltową, dlatego mogłem zaobserwować trud ludzi pedałujących pod górę, część z nich prowadziła swoje pojazdy pod górę, mimo braku większych bagaży, więc nachylenie jezdni musiało być sporę. Znam to ze swojej poprzedniej wyprawy do Norwegii, gdzie raz byłem zmuszony zsiąść z roweru i pchać go na stromym podjeździe.

Do Ponferrady dotarłem zaraz po wschodzie słońca między godziną 8:30-9:00. Samo miasto nie ma jakiś urzekających zabytków, takich jak katedry w Burgos albo Leon, dlatego nie spędziłem w nim zbyt wiele czasu. Jedyną wartą uwagi atrakcją jest według mnie zamek Zakonu Templariuszy z XII wieku. Pod jego murami zjadłem solidną porcję ciastek owsianych jako śniadanie. Będąc w Hszpanii prezentuję lokalne podejście do pierwszego dziennego posiłku, który w tym regionie składa się z kawy i czegoś słodkiego jako dodatek. Muszę przyznać, że ciasteczka są bardzo energetyczne i przez całą wędrówkę nie odczuwam głodu. Sprawdzają się o wiele lepiej niż czekolada, która w chłodnych warunkach potrafi być twarda jak kamień albo całkowicie roztopiona w upale. Po dostarczeniu niezbędnej dawki węglowodanów swojemu organizmowi ruszyłem w dalszą drogę. Przemarsz przez miasto poszedł sprawnie. Potem po opuszczenia Ponferrady na dystansie kilkunastu kilometrów mijałem co chwila mniejsze lub większe miejscowości, aż dotarłem do Camponaraya. Od tego momentu drogą zaczęła wznosić się ku górze, pośród winorośli. Z tego co zdążyłem się zorientować prowincja El Birzo ma ma bardzo bogate tradycje winiarskie. Akurat wrzesień jest okresem winobrania, dlatego po drodze mijałem plantacje, na których ludzie zrywali grona do produkcji czerwonego i białego trunku. Po 10 kilumetrach dotarłem do miasteczka Villafranca, gdzie zatrzymałem się na nocleg w klimatycznym przykościelnym albergue.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *