Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień dziesiąty

Trasa: Atapuerca – Tardajos, Dystans: 32,2 km

Trasa – dzień dziesiąty

Po opuszczeniu wioski kamienista ścieżka prowadziła ku górze. Wraz ze wzrostem wysokości widoczność stawała się coraz mniejsza. Do tego stopnia, że czasem nie wiedziałem czy znajduję się na właściwym kursie. Musiałem wspomagać się mapą i lokalizacją gps w moim telefonie. Swiatło latarki pogarszało tylko sprawę, gdyż widziałem przed sobą gęste mleko, dlatego postanowiłem wyłączyć urządzenie i maszerować zdając się na księżycową poświatę, jednocześnie patrząc pod nogi. Tylko tak byłem w stanie trzymać się właściwej ścieżki. Musiałem być ostrożny ponieważ skalist nawierzchnia była bardzo nierówna. Wędrówka w takich warunkach zajęła mi jakąś godzinę, do opuszenia wzgórza. Potem wkroczyłem na asfaltową drogę, prowadzącą do Burgos. Z punktu widzenia walorów naturalnych i krajobrazowych dzisiejszy dzień okazał się dosyć nudny. Trasa wiodła głównie przez duże miasto z ponad stupiędziesięcioma tysiącami mieszkańców oraz jego przedmieścia z industrialną zabudową. Mimo wszystko wschód słońca w połączeniu z mgłą zapewnił malownicze widoki o poranku. Gra światła z drobinkami pary wodnej i pole słoneczników stworzyło wdzięczny obraz do zrobienia kilku fotografii.

Jeszcze na przedmieściach Burgos dogoniłem Sergia, który na jednym z placyków zmieniał buty. Od wczoraj skarżył się na ból w stopie, ale to chyba nic poważnego. Obaj poszliśmy razem do centrum, gdzie znajduje się gotycka Katedra Swiętej Marii z XIII wieku, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kościół jest ogromny i robi też takie wrażenie. Jego jasnobiała, bogato zdobiona fasada, oświetlona promieniami słonecznymi na tle błękitnego nieba była naprawdę spektakularna. Po zabytkowej części miasta pokręciłem się sam, gdyż mój włoski kompan miał inne priorytety i poszedł szukać jakiejś knajpki, w której mógłby się zrelaksować. Pozostaliśmy w kontakcie. Samo miasto nie zrobiło na mnie jakiegoś większego wrażenia tak jak jego główna świątynia, więc po krótkim spacerze jego uliczkami postanowiłem ruszyć dalej w drogę. Moim celem było pierwsze miasteczko za Burgos – Tardajos. W trakcie marszu dostałem wiadomość od Sergia, że jest już tam na miejscu. Po dotarciu pod schronisko czekaliśmy jąkąś godzinę na przybycie hospitalero. Wraz z nami było kilka osób głównie z Włoch i Hiszpanii oraz jedna dziewczyna z Ukrainy. Kiedy opiekun albergue o imieniu Paco pojawił się na miejscu, miał na sobie koszulkę z polskim orzełkiem na piersi. Od razu zagadałem do niego w naszym języku. Okazało się, że studiował w Krakowie, gdzie ma przyjaciółkę i lubi przyjeżdżać do nadwiślańskiego kraju. Ucieliśmy sobie miłą pogawędkę oraz zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Zachęciłem również mojego rozmówcę do śledzenia mojego bloga, może będzie przydatny w szlifowaniu nauki języka polskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *