Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień dwunasty

Trasa: Castrojeriz – Poblacion de Campos, Dystans: 29,4 km

Trasa – dzień dwunasty

Ostatni dzień lata przyniósł prawdziwie jesienną pogodę, nawet tutaj w środkowej Hiszpanii. Temperatura obniżyła się do około 15 stopni Celsjusza. Do tego ciężkie chmury spowiły niebo, całkowicie zasłaniając słońce. Na całe szczęście nie padał z nich deszcz. Poranek był ponury i mało przyjemny, uczucie chłodu wzmagał wiejący wiatr na wiejskich bezdrożach rozmiękniętych po nocnych opadach. Miejscami tworzyły się spore kałuże i grząskie błoto, które trzeba było omijać bokiem. Chrzęst drobnego żwiru spod butów mieszał się pluskiem rozbryzgującej się po nogawkach błotnistej mazi. Aura wyraźnie wskazywała, że jesień jest w pełnej gotowości i lada chwila na dobre zagości w Europie, wszak jesteśmy w przededniu jej nadejścia.

Dzisiejszy dzień nie był zbyt widowiskowy jeśli chodzi o otaczający krajobraz. Jeszcze w ciemności czekało mnie dosyć stromę podejście pod wzgórze o nachyleniu 12 %. Wspinaczka zajęła mi jakieś kilka minut, niestety ze względu na zbyt wczesną porę nie mogłem cieszyć oka widokiem na pobliske tereny. W oddali majaczyły jedynie światła okolicznych wiosek i miasteczek w odległosci kilkunastu kilometrów ode mnie. W dzień sceneria z pewnością byłaby spektakularna i wszystko miałbym jak na dłoni. Potem po zejściu ze wzniesienia teren stał się płaski, a gdy się rozjaśniło po horyzont rozciagały się wykoszone pola. Ze względu na pogodę i walory widokowe czułem się tak jakbym wędrował przez Polskę, a nie Hiszpanię. Płaski rolniczy teren z wieloma zaniedbanymi i opuszczonymi budynkami gospodarczymi przypominał mi nieco nasze swojskie po PGR-owskie wsie. Brakowało tylko czarnych kraczących gawronów na zaorany polach, których i tak bym nie słyszał, gdyż szedłem ze słuchawkami w uszach, a z odtwarzacza leciała muzyka filmowa, konkretnie ścieżka z serialu Pacyfik skomponowana przez Hansa Zimmera. Kombinacja melancholijnych dźwięków z typowo jesienną aurą wpłyneła na reflejsyjny charakter dzisiejszej wędrówki, zwłaszcza, że szedłem sam, na szlaku nie było zbyt wielkich tłumów, nie robiłem też zbyt wielu przystanków. Pierwszy dłuższy postój i w zasadzie jedyny miałem w miasteczku Fromista po 25 kilometrach marszu. Jego główną atrakcją jest romański kościół świętego Marcina z XI wieku. Na nocleg zatrzymałem się w miejcowości Poblacion de Campos. W albuerge byłem pierwszy tego dnia, potem zaczęli dochodzić kolejni ludzie w tym Sergio i reszta francusko wloskiej ekipy znanej z poprzednich schronisk.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *