Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień dwudziesty

Trasa: Villafranca del Bierzo – Cebreiro, Dystans: 29, 9 km

Trasa – dzień dwudziesty

Dzisiejszy dzień okazał się być typowo górskim etapem. Trasa niemal od samego początku od opuszczenia miasteczka Villafranca wznosiła się ku górze. Początkowo z niewielkim nachyleniem, po asfalcie wzdłuż drogi pokrywającej się z przebiegiem autostrady A6, poprowadzonej po wysokich estakadach i mostach. Połączenie kunsztu inżynieryjnego człowieka, z potęgą górskiego krajobrazu momentami dawało niezykle widowiskową scenerię. Zwłaszcza dzisiaj, przy niskim pułapie chmur. Monumentalne wiadukty tonęły w obłokach pary wodnej w otoczniu wzgórz porośniętych gęstym i zielonym lasem. Takie obrazki towarzyszyły mi przez jakieś dwadzieścia kilometrów do wioski La Faba. Co dwa-trzy kilometry mijałem małe miejscowości, otoczone pastwiskami dla bydła. W sumie naliczyłem ich siedem, dlatego szlak nie był monotonny i dawał możliwości do robienia krtótkich postojów na wypoczynek. Niemal w każdej z nich był bar, w którym odpoczywali pielgrzymi przy strawie i kieliszku wina.

Potem asfalt zmienił się na wąską ścieżkę, stromo wznoszącą się ku górskim szczytom, przypominajacą nieco wąwozy lessowe wokół Kazimierza Dolnego. Wokół rósł gęsty las liściasty. Na dystansie siedmiu-ośmiu kilometrów miałem do pokonania przewyższenie o wartości około sześciuset metrów. Często wiązało się to z dugotrwałą wspinaczką z nachyleniem stoku przekraczającym dziesięć procent. Celem dzisiejszej wędrówki była wioska Cabreiro położona na wysokości blisko tysiąc trzysta metrów nad poziomem morza. Przed południem sczyty pokrywały gęstę chmury. W pewnym momencie wszedłem w ich pułap. Zrobiło się bardzo wilgotno, co było dużym utrudnieniem przy tak dużym wysiłku. Do tego widoczność spadła gdzieś do pięćdziesięciu metrów, więc ostatnie kilometry spędziłem otulony obłokami. Z perspektywy niżej położonych terenów prezentują się zupełnie inaczej. Będąc w ich wnętrzu czuje się tylko otaczające drobinki pary wodnej. Kilometr przed dotarciem do Cabreiro opuściłem teren Kastylii i wkroczylem do Galicjii, o czym informowała specjalnie przygotowana tablica graniczna.

Cabreiro jest małą wioseczką położoną na szczycie góry z charakterystyczną kamienną zabudową, licznie odwiedzaną przez turystów oraz pielgrzymów. Na parkingu przy romańskim kościele Najświętszej Maryi Panny widziałem kilka autokarów, a w miejscowości działa szereg sklepów z pamiątkami, barów i restauracji. Kiedy dotarłem do alberge, ustawiła się już spora kolejka ludzi w oczekiwaniu na zameldowanie pomimo, że byłem przed godziną trzynastą. Po wbiciu stempla do credencialu i przydzieleniu łóżka, przyszła kolej na prysznic i pranie. Kiedy rozwieszałem mokre ubrania na drucie przy schronisku. Chmury rozeszły się i ujrzałem przepiękną panoramę. Widok na prawdę urzekający! Potem spotkałem Konrada z Canbery w Australii z polskimi korzeniami (jego rodzice wyjechali w 89 roku z Polski) i Wilhelminę z Holandii, których poznałem poprzedniego dnia w Villafrance. Wspólnie poszliśmy na zakupy do sklepu i na piwo do baru. Później przyszedł czas na relaks i napisanie tego teksu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *