Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień dwudziesty czwarty

Trasa: Melide – Pedrouozo, Dystans: 32,9 km

Trasa – dzień dwudziesty czwarty

Dzisiejszą relację piszę w przededniu zakończenia wędrówki do Santiago. Jutro do przejścia zostało mi ostatnie osiemnaście kilometrów szlaku świętego Jakuba, także przed południem powinienem dotrzeć do katedry, gdzie według tradycji miały zostać pochowane szczątki Apostoła. Podejrzewam, że uda mi się tam być w okolicach godziny dziesiątej rano, tak żeby na spokojnie móc odebrać w biurze pielgrzyma tak zwaną compostelę, czyli certyfikat potwierdzający przebycie Drogi Jakubowej, jeszcze przed mszą świętą o godzinie dwunastej.

Dzisiaj na trasie było mnóstwo ludzi, niczym na tatrzańskim szlaku do schroniska nad Morskim Okiem. Z tego co słyszałem to normalne na drodze francuskiej, że na ostatnim stu kilometrowym odcinku pojawia się tłum pielgrzymów. Chociaż odczułem to dopiero teraz. Poprzednie dwa dni jakoś nie odbiegały od normy, a w schroniskach panowały raczej pustki. Dopiero od miejscowości Arzue, do której dotarłem zaraz po wschodzie słońca zauważyłem znaczący wzrost liczby „peregrinos”. Tak jakby wszyscy wyszli w tym samym momencie z hoteli, pensjonatów i schronisk w tym mieście. Przeważały osoby hiszpańskojęzyczne w grupach wyglądających na zorganizowane. Ze względu na szybkie tempo mojego marszu, nie raz skupiska ludzi na wąskich ścieżkach sprawiały kłopot przy wyprzedzaniu.

Krajobaz na trasie nie uległ znaczącej zmianie. Trasa przebiegała przez pagórkowaty teren, pełen zielonych pastwisk oraz dróg z poboczami porośnietymi dębami i innymi liściastymi drzewami. Pogoda też była podobna do tej z poprzednich dni, czyli galicyjski standard. Duża wilgotność powietrza i nisko zawieszone chmury, które od czasu do czasu straszyły drobną mżawką, a wszystko to przy akompaniamencie śpiewu ptaków.

Marsz zakończyłem w miasteczku Pedrouoz nieco przed godziną trzynastą. Musiałem chwilę poczekać na otwarcie albergue zrzeszonego w sieć prowadzoną przez galicyjski samorząd, w której panuje zazwyczaj podobny standard. Niemal każa większa miejscowość na szlaku w tej prowincji ma taki obiekt, w którym można przespać się za całe sześć Euro. Oczywiście w wieloosobowej sali z łożkami piętrowymi. Co charakterystyczne schroniska te mają nowoczesne kuchnie z płytami indukcyjnymi, i innym sprzętem AGD, ale nie posiadają na wyposażeniu garnków, talerzy i sztućców, co sprawia, że są praktycznie całkowicie bezużyteczne. Mało który pielgrzym nosi ze sobą w plecku patelnie albo zastawę stołową. Wszyscy dziwią się dlaczego tak jest. Zwłaszcza, że taka sytuacja występuje wyłącznie w tym regionie. Wczoraj musiałem zadowolić się gotowymi daniami do podgrzania w mikrofalówce i suchym prowiantem. Dzisiaj będzie podobnie. Dobrze, że chociaż jest lodówka, w której można schłodzić piwo. Poprzedniego dnia raczyliśmy się złocistym trunkiem z Sergio oraz Danielem z Zagrzebia, który dosyć niespodziewanie zjawił się w schronisku i przywitał z nami w bardzo serdeczny sposób. Chyba nie spodziwaliśmy się, że będzie w stanie nas dogonić. Ostatni raz mieliśmy okazje widzieć się jakiś tydzień temu. Wieczór spędziliśmy na rozmowie popijając produkty hiszpańskich browarów. Dzisiaj może być podobnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *