Dzienniki z podróży

Camino Frances – dzień czternasty

Trasa: Calzadilla del la Cueza – Berecianos del Real Camino, Dystans: 33,8 km

Trasa – dzień czternasty

Dzisiaj za mną 14 dzień wędrówki, a zarazem połowa dystansu do Santiago de Compostela. Według harmonogramu zaproponowanego przez przewodniki jestem do przodu jakieś 2-3 dni, więc tempo trzymam dosyć szybkie. Każdego dnia przekonuję się o tym na szlaku, gdzie wyprzedzam mnóstwo ludzi, którzy zazwyczaj mają wyładowane po brzegi bardzo duże plecaki. Na szczęście przed wyruszeniem do Hiszpanii czytałem dużo porad dotyczących ekwpiunku na Camino i zasadzie 10% ciężaru własnego ciała, dlatego mój bagaż nie przekracza 7 i pół kilograma. Przekłada się to na komfort marszu, nie bolą mnie plecy i kark, a stawy kolanowe i skokowe nie są aż tak bardzo obciążone.

Głównym punktem dzisiejszej wędrówki było miasto Sahagun, które szczyci się tym, że jest położone w połowie drogi do Santiago de Compostela. W jednym z miejscowych kościołów każdy pielgrzym za opłatą 3 Euro można otrzymać specjalny certyfikat potwierdzający przejście jednej drugiej dystansu drogi świętego Jakuba. Ja nie zdecydowałem się na taki krok, ale część ze znajomych ludzi wyrobiła takie dokument. Mi on nie był do niczego potrzebny. W zasadzie to tak naprawdę nie wiadomo gdzie jest właściwy środek na Camino Frances. Dzisiaj minąłem dwa takie punkty. Jeden przed wspomnianym miasteczkiem, w formie bramy z rzeźbionymi figurami, a drugi kilkanaście kilometrów dalej jako nowoczesna instalacja złożona z chromowanych rur. To chyba trochę jak z centrum Polski albo Europy, do którego pretenduje wiele miejscowości i tak naprawdę nikt nie jest w stanie ustalić jaka jest jego lokalizacja.

Jeśli chodzi o dzisiejszy krajobraz i pogodę, to nie uległy one zmianie. Cały czas dominują płaskie rolnicze tereny, a aura pozostaje jesienna, z zachmurzonym niebem i niezbyt wysoką temperaturą powietrza. Momentami padał drobny deszczyk. Po 32 kilometrach w takim otoczeniu dotarłem do miejscowości Bercianos del Real Camino, gdzie zatrzymałem się w albuerge za opłatą „co łaska”. Jakieś półtorej godziny po mnie zjawił się Sergio, oprócz tego z poprzedniego schroniska spotkałem dwóch Danielów, jednego z Hiszpanii, a drugiego z chorwackiego Zagrzebia. Przed kolacją ruszyliśmy we czwórkę na piwo do baru, a o godzinie 19 obyła się kolacja, do której przygotowania zaangażowani byli pielgrzymi. Na tym polega idea donativo. Wszystko odbywa się we wspólnocie. Dzięki temu nawiązują się relacje i znajomości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *